O autorze
Jestem absolwentką kolegium mody na łódzkiej ASP a wcześniej filologii włoskiej na UW.
W październiku 2011 otworzyłam w Warszawie autorski butik. Podobnie jak niestety już nie sławetny John Galliano uważam, że doskonała moda równa się doskonała produkcja, dlatego w moich projektach ogromną wagę przywiązuje do jakości wykonania. Projektant moim zdaniem musi być rzemieślnikiem znającym techniczne aspekty szycia. Warto widzieć, że można nie tylko wdać się w dyskusję ale i wdać nadmiar tkaniny, a bezec nie jest odmianą bezy. Uważam, że w projektowaniu ubrań najlepszy jest moment, gdy pomysł staje się rzeczywistością i ta rzeczywistość okazuje się lepsza od pomysłu.

Moda stoi torbą

Gdyby ktoś zapytał mnie co obecnie jest szczytem mody nie odpowiedziałabym wcale, że jest to wszechobecny dres albo zamęczanie innych zdjęciem porannej kawy na faceboku, lecz bez wahania stwierdziłabym, że jest to słowo „it”. To magiczne określenie musi towarzyszyć wszystkiemu co w branży modowej ma uchodzić za naprawdę godne pożądania, naśladowania, znaczy się za kanon.

„It” są oczywiście ubrania, bez których żadna szanująca się miłośniczka mody obejść się nie może, o wyjściu na ulicę nie wspominając. „It” bywają osoby, których styl uchodzi za tak świetny, że nic tylko kopiować. No a przede wszystkim „it” są torebki, gdyż torebki już tylko przy okazji pełnią jakieś funkcje praktyczne, torebki stały się obiektem nieomal religijnego kultu i swoistą wizytówką posiadaczki.
Wspaniała machina marketingu wielkich koncernów sprawiła, że kobiety lubiące modę uwierzyły, że torebki znanych marek są luksusem, na który nie tylko można, ale trzeba sobie pozwolić. Nie są zbytkiem, tylko inwestycją lepszą niż brylanty, sztabki złota, czy konie arabskie. Oczywiście jeżeli pomyślimy, że na aukcji w Teksasie torebka „Birkin” Hermesa osiągnęła cenę ponad 203 tysięcy dolarów to można uznać, że jest w tym nieco prawdy, choć z racji niezbędnych nakładów grono inwestorów jest nieco ograniczone.

Na szczęście podobnie jak samochód, czy mieszkanie „it bag” można obecnie kupić na kredyt. Ina Lekiewicz, redaktorka mody „ELLE” nie ukrywa, że pokusiła się o zakup kultowej Chanel 2.25 na raty wysokości 200 zł miesięcznie. No cóż, może jest w tym sens, bo przynajmniej w pierwszym roku torebka na pewno nie straci na wartości tylko co nowe, dużo droższe, BMW, a zdaniem Joanny Horodyńskiej wręcz zyska. Starczy poczekać 10-20 lat i intratnie spieniężyć, aha no i szanować przez cały ten czas, oczywiście.

Jak to się stało, że torebki są w stanie budzić takie emocje? Nie wiem zupełnie. Co sprawia, że kobiety odkładają na ceratowa torbę Louis Vuitton za 660 Euro wierząc, że jej cena jest spowodowana najwyższą jakością? To jak z religią: albo się wierzy, albo nie. Cieszy mnie jednak niezmiernie, że obecnie powstaje dużo świetnych polskich marek projektujących torby. Nie wzorujących się na żadnych „it-bag” i nie idących na łatwiznę typu: naszym flagowym produktem jest „shopper” bez podszewki za 1200 zł. Moje serce ostatnio skradła wielka torba Mako Bags.

A dla osób ceniących niepowtarzalność (bo powiedzmy sobie szczerze, co to znaczy „Twoja niepowtarzalny torba marki Tous”, w której można wybrać z trzech różnych kombinacji…) albo lubiących program „Jak to jest zrobione” właśnie pojawiła się nowa możliwość: Bag Lab czyli kursy projektowania i szycia toreb (najbliższa edycja 18 stycznia), prowadzone przez Karolinę Tyniec - Attak studio, dziewczynę, która naprawdę „czuje” torebki jak mało kto. Nie znalazłaś jeszcze „it bag”, która Cię zachwyca to uszyj ją sama!
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...